O kiernicy, lwowskich złodziejach i pięknych jabłkach – wspomnienia Bronisławy Paszkiewicz

Rozalia, Czesław, Bronisława Bazan
Rozalia, Czesław, Bronisława Bazan w 1936 r.

Wspomnienia Bronisławy Paszkiewicz z domu Bazan (ur. 1932 r.) z dzieciństwa w Nowosiółce Koropieckiej, utrwalone 23 marca 2019 r. przez Annę i Konrada Zaleskich. Uzupełnione o dzieje rodziny przez Konrada Zaleskiego, wnuka Czesława Bazana.
Opracowanie redakcyjne: Anna Zaleska

Dzieje rodziny

Mama Joanna Piotrowska (1900-1981) pochodziła ze szlacheckiej rodziny. Jej dziadek Jan Piotrowski przez 26 lat był wójtem Nowosiółki Koropieckiej (1881-1907, przestał pełnić funkcję z powodu choroby, która zakończyła się śmiercią). Natomiast mój dziadek, tj. Józef Piotrowski był ułanem armii austro-węgierskiej. Po powrocie ze służby w Komarówce wziął ślub z Marią Suchecką – moją babcią. Niestety babcia zmarła rok po urodzeniu mojej mamy. W 1904 r. dziadek ponownie ożenił się z Pauliną Biernacką i doczekał się dwójki dzieci: Zygmunta i Heleny (po mężu Maślanka). Moja mama była w bardzo bliskich relacjach ze swoim przyrodnim rodzeństwem.

Natomiast mój tato – Józef Bazan (1897-1968) pochodził z rodziny rzemieślniczej i to jego ojciec Grzegorz Bazan przybył do Nowosiółki Koropieckiej z Załoziec Nowych. Dziadek Grzegorz w Nowosiółce ożenił się ze szlachcianką Józefą Biernacką i zamieszkał w jej rodzinnym domu. Grzegorz i Józefa mieli aż ośmioro dzieci, niestety część z nich zmarła w młodym wieku: Eleonora (ur. 1894 – najprawdopodobniej zmarła jako dziecko), Józef, Władysław (1899 – 1969), Jadwiga (1901-1902), Domicela (1906-1981), Kazimiera (1908-1938), Roman (1915-2000), Stanisław (1908-1926).
Mój tato zanim ożenił się z mamą był na I wojnie światowej i walczył w 95. Pułku Piechoty Austro-Węgier stacjonującym w Foča (dzisiaj Bośnia i Hercegowina) w II Batalionie, gdzie obsługiwał ciężkie karabiny. Po tym, jak został ranny w 1917 r. został przeniesiony na front rosyjski do Lwowa. Kiedy wybuchła wojna polsko-ukraińska uczestniczył w obronie Lwowa, a następnie walczył w wojnie polsko-bolszewickiej na linii Wisły. Po powrocie z frontu ożenił się z moją mamą. Wychowali piątkę dzieci: Stefanię (1921-1998), Gizelę (1924-2005), Rozalię (Ziunia 1926-2010), Bronisławę, Czesława (Krzysztof 1934-2007). Mama urodziła także bliźnięta, które zaraz po porodzie zmarły.

Kiernica, co Cześka chciała zabrać

Nasz dom znajdował się tuż nad kiernicą, z której wodę czerpała cała wioska. Jedna ze studni służyła mieszkańcom, a druga znajdująca się obok do pojenia zwierząt gospodarskich. Wczesne dzieciństwo spędziłam głównie z młodszym o dwa lata bratem Cześkiem, przez rodzinę i znajomych nazywanym Krzyśkiem. Wszędzie chodziliśmy razem trzymając się za ręce. Pewnego razu założyliśmy słomkowe kapelusze i poszliśmy nad kiernicę, w której mieszkańcy poili zwierzęta. Nagle Czesiek wpadł do wody i na jej powierzchni pływał tylko słomkowy kapelusz. Ja zamiast wyciągnąć go, zaczęłam płakać i krzyczeć. W przekonaniu, że Czesiek utopił się uciekłam do naszego sadu. To wszystko widział dziadek Grzegorz i wyciągnął Cześka. Powiedział też mamie, by mnie poszukała, bo widział jak przestraszona uciekałam. Dziadek mieszkał razem z nami i w domu nie było za dużo miejsca. Tato razem z dziadkiem jeszcze podczas II wojny światowej rozpoczęli budowę nowego, dużego, murowanego domu. Ze względu na swój wiek tato wziął udział tylko w wojnie obronnej w 1939 r., z której udało mu się wrócić cało. Rocznik taty nie miał powołania, ale on był oficerem rezerwy Wojska Polskiego, więc we wrześniu 1939 r. walczył w 11. Karpackiej Dywizji Piechoty. Niestety nowego domu nigdy nie udało się ukończyć. Dziadek Grzegorz zmarł jeszcze przed zakończeniem wojny, a my musieliśmy uciekać z Nowosiółki Koropieckiej.

Złodziejski plan

W Nowosiółce często odwiedzał nas brat taty, stryjek Władek. Jego żona pochodziła z majętnej rodziny i stryjek miał dwie kamienice oraz dobrze prosperującą rzeźnię w Monasterzyskach. Jak Władek przyjeżdżał w gości to schodziła cała beczka piwa oraz skrzynka wędlin, którą przywoził. Choć stryjkowie byli bogaci, jak na tamte czasy, to nie mieli dzieci, więc na wakacje zawsze zabierali mnie do siebie. Bardzo mi dogadzali, ale ja i tak płakałam, że chcę do domu, bo była wtedy jeszcze mała. Potem zamieszkała u nich moja starsza siostra Stefania i nauczyła się jak przygotowywać bardzo dobre wyroby wędliniarskie. Na początku II wojny światowej Niemcy aresztowali stryjka Władka i mieli wywieźć go do obozu. Stryjkowie w Stanisławowie mieli dużo znajomych, w tym kobietę, u której mieszkał pewien SS-man. Stryjenka pojechała więc do niego. Okazało się, że to był Polak, któremu Niemcy wymordowali całą rodzinę i choć przeszedł na ich stronę, to ratował innych Polaków i uratował też Władka. Wtedy Władek wraz z żoną cały swój majątek popakował w kufry i przywiózł do nas. Kufry ze złotem i innymi drogocennymi rzeczami schowano na strychu. Pewnego razu, gdy tato pojechał do Stanisławowa, nagle wybuchł pożar w naszym domu. Zbiegli się mieszkańcy z całej wsi i uratowali nas. Wypuścili także bydło z obory. Pamiętam, że mama miała całe ręce w bąblach od tego ognia. Wtedy też ktoś przyuważył, że na strychu są złodzieje. Okazało się, że już otworzyli kufer i chcieli ukraść znajdujące się tam rzeczy, ale mieszkańcy nie pozwolili im. W ten sposób udaremnili cały złodziejski plan, zgodnie z którym pożar miał odwrócić naszą uwagę. Potem ludzie opowiadali, że ci złodzieje związani byli ze słynną tzw. lwowską szkołą złodziei.

Najpiękniejsze były jabłka

Rodzice bardzo ciężko pracowali. Mama zajmowała się domem i pracowała także w polu. Tato, jak jesienią wszystko zebrał z pola, wtedy zimą robił podkłady na kolei. Zresztą tato miał złotą rączkę do ciesielki i potrafił wszystko zrobić. Kiedyś zrobił nam piękny wózek, do którego zaprzęgliśmy kozła i chcieliśmy zjechać z górki. Skończyło się na tym, że wypadliśmy z wózka, a uciekający kozioł roztrzaskał wózek. Tato głównie uprawiał tytoń i suszył go potem. Za suszony tytoń dostawał sadzonki drzew owocowych, z których posadził piękny sad. Jego podstawą były jabłonie. Oczywiście były także czereśnie, wiśnie, śliwki, ale to jabłka były najpiękniejsze i było ich najwięcej. Z Monasterzysk przyjeżdżali Żydzi i sami obrywali jabłka prosto z drzew, lub zabierali te już zakopcowane. Jak jechaliśmy na zachód, to wtedy był duży urodzaj jabłek. Tato zabrał dużo jabłek do wagonu, także skrzyneczkę tytoniu. Dzięki tym jabłkom mieliśmy pierwsze pieniądze na początek nowego życia na zachodzie. Tato sprzedał je na rynku w Gorzowie, tak jak i tytoń. Osiedliliśmy się we wsi Zaszczytowo w gminie Krzeszyce, ale przez pierwsze lata tato cały czas miał nadzieję, że wróci do Nowosiółki Koropieckiej.

Joanna Piotrowska
Z prawej Joanna Piotrowska około 1918 r. (po mężu Bazan)
Józef Bazan
Józef Bazan w czasie I wojny światowej.
Władysław Bazan
Władysław Bazan w około 1926 r.
Czesław i Bronisława Bazan
Czesław i Bronisława Bazan w 1949 r. w Zaszczytowie
Joanna i Józef Bazan
Joanna i Józef Bazan w 1960

 

 

 

 

 

 

image_pdfimage_print

Opracowanie:

+ posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *